Na wstępie winien jestem
wyjaśnienie - nie należę do zakonu najgorliwszych wyznawców talentu, choć
niewątpliwego, Neala Stephensona. Owszem, zawsze byłem pod wrażeniem starannie
przygotowanego tła jego utworów, z którego przebija mrówcza praca nad zabraniem
wiarygodnego i spójnego materiału. Nie przeczę, też że opasłe tomiska jego autorstwa
dumnie wypinają grzbiety na moich półkach czekając na moją nierychłą emeryturę
lub wprowadzenie na rynek duplikatora wolnego czasu. Zawsze jednak przy lekturze miałem
wrażenie obcowania z wyjątkowym, twórczym umysłem, ale idącym w parze z
chłodnym duchem.